To już taka tradycja?
Nie kocham.
Jestem w związku ponad dwa lata. Rok po zaręczynach.
Nie kocham. Odejść też nie umiem.
Poprzednim razem popełniłam błąd kończąc, a teraz się boję, że i tym razem żal mnie pożre. Od środka.
Zmęczona jestem już ciągłymi kłótniami, seksu mi się nie chce. Nic mi się nie chce. Lada dzień zamieszkamy razem. Po co? Sama nie wiem. Chyba chcę na dobre się upewnić, że to nie to. Szkoda czasu, szkoda nas. A jednak.
Nie wiem co jest, co się stało. Dobrze było? A może mnie się tylko zdawało? Może lęk przed samotnością, tęsknota do TYCH dłoni wpędziła mnie w to wszystko? Wyplatać się ciężko. I lżej nie będzie.
P.S. Wy i ta Wasza duma.
5 min. pozostalo mi do konca przerwy w pracy. Odpisalam na maile, mam czas, to na bloga zajrze- pomyslalam. Wpisuje adres w wyszukiwarce, a tu "strona nie istnieje". Pieknie.
Witajcie wsrod zmartwychwstalych.
W tym momencie wyłączam komputer.Jestem totalnie wykończona. A napisałam zaledwie 3 strony. Jeszcze tylko jakieś 80.Ide do wanny. Gorąca kąpiel i książka powinny pomóc. Dobranoc.
skomentuj (7)
Słońce budzi mnie do życia.
Zaspane piegi zaczynają coraz śmielej wyglądać na świat.
Włosy dopieszczane promieniami wpadającymi przez dach sprężynują w blasku.
Humor śpiewający.
Waga spada.
Oby tak dalej.
To nie jest normalne. Ja wiem. Ale tak mam. I już.
Nie radzę sobie sama. Moje myśli są silniejsze ode mnie. T wyjeżdża bardzo często. Na długo. A mnie nachodzi. Wspomnienia, refleksje, przemyślenia, wątpliwości. Ja wiem, że popełniłam błąd, którego będę żałować do końca i na zawsze, ale przecież nie może to decydować o moim życiu. Wszystko powraca do normy [czymkolwiek ona jest], gdy T wraca, ale za 3 dni znów go nie ma. A ja zamiast skoncentrować się na tym, co ważne, ...ech.
Wiedziałam, wiedziałam, wiedziałam!!! Powrót do tabletek po prostu musi zakończyć się utratą sylwetki własnej. Bo po co nie? Toż to jakieś banaluki. Moje drogie Panie= trzy tygodnie trzy kilo w górę i jedzcie mnie, kupujcie tabletki najnowszej generacji. Dbajmy o siebie, piekniejmy dla NICH. Na marne. Nic nas nie uratuje. Mnie przynajmniej.
Do dupy to wszystko. Tym bardziej, że są wskazania lekarskie.
Trzon pamiętał. Cała reszta pokazuje ile w rzeczywistości jest warta.
Pozostali udowodnili, ze nie ma miłości bezinteresownej i, że jeśli tylko chcą, mogą spieprzyć nie tylko wyjątkowy dzień, ale i życie drugiej osoby.
Zagubiłam się w całym poplątanym świecie. Marzę o własnym mieszkaniu. O swojej dziupli, w której zaszyję się przed całym złem. A sprawy bieżące będę mieć w głębokim poważaniu.
Pieprzyć to.
865971
*mail*
baza
poczta
baza
zaglądam:
twoj-lucky
ex-kaesai
Shch00r
Coni
Tata Bazylka
terrarium
fixier
jedna-noc
dOnPeDro
sloneczko
casandra
polecam:
życzenia
Rafał Wojaczek
Paulo Coelho
Janusz Wiśniewski
sprawdz, co oznacza twoje imie
Marcin Kołodyński
cos o kobietach
ks.Jan Twardowski
czytam:
catatonia
Maly Krzys i Jego Tata
scrabee
cloudy
Ziarenko pieprzu
Scarlett
Olguska
melanż
pirania
Matka swoich dzieci
tymianek
gerhard
karenina
duser
mgwa
wektor